Używamy informacji zapisanych za pomocą plików cookies w celu zapewnienia Wam maksymalnej wygody przy korzystaniu z naszej strony. Korzystają z nich również firmy reklamowe. Jeżeli wyrażasz zgodę na zapisywanie informacji zawartych w cookies kliknij "Akceptuj", w przeciwnym wypadku wyłącz ciasteczka dla tej witryny w ustawieniach swojej przeglądarki. Akceptuj

Pochwycenie Kościoła

Rozmowy o Biblii i jej nauce w świetle teologii luterańskiej

Re: Pochwycenie Kościoła

Postprzez jagna » Wt sty 10, 2012 20:15

Jesli koniec ma przyjść jak złodziej w nocy, to tak samo prawdopodobne, że przyjdzie za godzinę, jak i za 300 tysięcy lat, nie?
jagna
 
Posty: 248
Dołączył(a): Wt lut 08, 2011 21:46
wyznanie: ewangelicko-augsburskie(nf)
  

Re: Pochwycenie Kościoła

Postprzez Aleksander » Wt sty 10, 2012 20:22

Ten tekst nie mówi o końcu świata, czy drugim przyjściu naszego Pana, lecz rychłym końcu Izraela. Wydarzeniu dokonanym w 70 roku. Sąd nad Jerozolima I Izraelem. Oczywiście według moich poglądów teologicznych :)

Sent from my HTC Sensation Z710e using Tapatalk
Avatar użytkownika
Aleksander
 
Posty: 1569
Dołączył(a): Cz sie 19, 2010 09:30
wyznanie: Luteranin
dyplomy: 3
  

Re: Pochwycenie Kościoła

Postprzez Elżbieta » Wt sty 10, 2012 21:03

A dlaczego Pastor uważa, że to nie chodziło o koniec świata ?
Avatar użytkownika
Elżbieta
Moderator
 
Posty: 3669
Obrazki: 46
Dołączył(a): N mar 21, 2010 00:27
Lokalizacja: Legnica
wyznanie: ewangelicko-augsburskie
  

Re: Pochwycenie Kościoła

Postprzez Agnes » Wt sty 10, 2012 21:18

Czy mówicie o Mt 24? W tym rozdziale faktycznie mamy przemieszane dwie zapowiedzi dwóch końców. Z jednej strony upadek Jerozolimy w 70 roku, a z drugiej strony - koniec świata. Np 15, 16, 17 ewidentnie dotyczy końca Jerozolimy, a znów np. 29, 30, 31 końca świata. (Według mnie)
Niektórzy błędnie mowią, że Jezus się pomylił mówiąc, że "nie przeminie to pokolenia aż się to wszystko stanie", ale faktycznie nie przeminęło, bo już za cesarza Tytusa świątynia przestała przecież istnieć. Ale już 24, 44 mówi o paruzji.
Może rzeczywiście nie ma co się łudzić nadzieją, że to będzie tak szybko, jakbyśmy chcieli, zwłaszcza że, jak wiadomo, 1000 lat u Pana to jak jeden dzień. Choć ostatnio gdy był u nas z wizytą biskup Samiec (a było to w czasie Adwentu), miał pocieszające (przynajmniej mnie :wink: ) kazanie, bo powiedział, że trzeba stale się spodziewać, gdyż teoretycznie to może się stać nawet dziś czy jutro.
Agnes
 
Posty: 556
Dołączył(a): Pn sie 22, 2011 20:06
Lokalizacja: Kraków
wyznanie: ewangelicko-augsburskie
dyplomy: 1
  

Re: Pochwycenie Kościoła

Postprzez Aleksander » Wt sty 10, 2012 22:13

Elżbieta napisał(a):A dlaczego Pastor uważa, że to nie chodziło o koniec świata ?

Załaczam krótki artykuł mego przyjaciela, który dobrze to tłumaczy.. Teraz nie mam zupełnie czasu

Mateusz 25,31-46
On 15/11/2010, in Biblia - NT - Mateusz, Eschatologia, Kazania, by BJ

24 i 25 rozdział Ew. Mateusza tradycyjnie interpretowany jest jako zapowiedź Sądu Ostatecznego i końca świata. Problem w tym, że Jezus mówi: „Zaprawdę powiadam wam. Nie przeminie to pokolenie, aż się to wszystko stanie” (Mt 24,34). Nowy trend w biblistyce każe więc odnosić te dwa rozdziały nie do Sądu Ostatecznego, lecz do sądu nad Jerozolimą, którego kulminacją było zburzenie miasta w roku AD70. Jest to sąd, lecz nie Ostateczny, choć zapewne wydarzenia roku 70 dają pewne pojęcie o tym, jak będzie wyglądał Sąd Ostateczny. Podobnie, jest to koniec świata, lecz nie w sensie absolutnym. Jest to koniec starego stworzenia i początek nowego, a więc zmiana podobna to Potopu, w którym zginął stary świat i z którego wyłonił się nowy świat. Narodziny nowego świata wiążą się – jak zwykle – z odnowieniem przymierza, czyli z zawarciem nowego przymierza między Bogiem a Jego ludem, który od tej pory nosi nowe imię – chrześcijańskiego Kościoła.

Taka interpretacja wsparta jest między innymi przez 31. werset 25. rozdziału Ew. Mateusza, gdzie czytamy o przyjściu Syna Człowieczego w chwale na sąd – zwłaszcza, gdy zestawimy go z Ew. Mateusza 16,24-28: „Jeśli kto chce pójść za mną, niech się zaprze samego siebie i weźmie krzyż swój, i niech idzie za mną. Bo kto by chciał życie swoje zachować, utraci je, a kto by utracił życie swoje dla mnie, odnajdzie je. Albowiem cóż pomoże człowiekowi, choćby cały świat pozyskał, a na duszy swej szkodę poniósł? Albo co da człowiek w zamian za duszę swoją? Albowiem Syn Człowieczy przyjdzie w chwale Ojca swego z aniołami swymi, i wtedy odda każdemu według uczynków jego. Zaprawdę powiadam wam, że są wśród stojących tutaj tacy, którzy nie zaznają śmierci, aż ujrzą Syna Człowieczego, przychodzącego w Królestwie swoim”. Również w tym fragmencie Jezus mówi o przyjściu Syna Człowieczego na sąd, to przyjście zaś będzie miało miejsce jeszcze za życia przynajmniej niektórych uczniów Jezusa.

Skąd więc wzięło się przekonanie, że 24. i 25. rozdział Ew. Mateusza mówią o przyjściu Jezusa na Sąd Ostateczny? Zapewne stąd, że wiele osób nie dostrzegło znaczenia zniszczenia Jerozolimy, a także wniebowstąpienia Jezusa i wylania Ducha Świętego. Przestaliśmy czytać Biblię jako księgę opowiadającą pewną historię zmierzającą do określonego celu, zawierającą między innymi kluczowe opisy i punkty zwrotne. Raczej rozczłonkowaliśmy Pismo w poszukiwaniu ponadczasowych zasad etycznych i dobrych rad na życie. Dodatkowym czynnikiem, który doprowadził do zamieszania, była nieznajomość Starego Testamentu i jego symboliki, zwłaszcza posługującej się ciałami niebieskimi oraz odnoszącej się do ceremonii świątynnych. I tak na przykład, niektórzy czytając w Ew. Mateusza następujące słowa: „Zaraz po udręce owych dni słońce się zaćmi i księżyc nie zajaśnieje swym blaskiem, i gwiazdy spadać będą z nieba, i moce niebieskie będą poruszone” (Mt 24,29), dochodzą do wniosku, że to musi być opis końca świata, któremu towarzyszyć będzie kosmiczna katastrofa. Ale przecież prorok Izajasz w podobny sposób opisywał sąd nad Babilonem: „Gwiazdy niebios i ich planety nie dadzą swojego światła, słońce zaćmi się zaraz, gdy wzejdzie, a księżyc nie błyśnie swym światłem” (Iz 13,10), oraz Edomem: „Niebiosa zwiną się jak zwój księgi i wszystkie ich zastępy opadną” (Iz 34,4). Przy czym oba opisy odnosiły się do wydarzeń, które miały miejsce jeszcze przed przyjściem Jezusa, a więc do wydarzeń, które dla nas są już przeszłością. Jest to więc spotykany w Biblii sposób opisywania sądu nad krajami i ich przywódcami. Co nie powinno nas dziwić, ponieważ już opis stworzenia świata definiuje ciała niebieskie jako symbole władców i królów (por. 1Mj 1,14-18). Znów więc potwierdza się zasada, że ignorowanie kontekstu prowadzi do błędnej interpretacji. (Zainteresowanych tematem odsyłam do książki Jamesa B. Jordana: Through New Eyes, gdzie omawia symbolikę biblijną; www.biblicalhorizons.com/pdf/jjne.pdf).

W interpretacji rozdziały 25. pomocny okazuje się nie tylko szerszy kontekst Starego Testamentu, ale też bliższy kontekst Ew. Mateusza, a zwłaszcza 10. i 16. rozdział Ew. Mateusza. W rozdziale 10. – podobnie jak w rozdziale 16. – Jezus stwierdza, że Jego naśladowcy, czyli uczniowie, muszą być gotowi wziąć na siebie krzyż i pójść za Nim, dokądkolwiek ich zaprowadzi: „Kto nie bierze krzyża swego, a idzie za mną, nie jest mnie godzien. Kto stara się zachować życie swoje, straci je, a kto straci życie swoje dla mnie, znajdzie je” (Mt 10,38-39; por. Mt 16,24-25). Jezus zachęca więc swoich uczniów do pójścia w Jego ślady, nawet jeśli zaprowadzą ich na krzyż. A zachęca ich, z jednej strony wskazując na stratę, jaką poniosą, jeśli zrezygnują z naśladowania Jezusa, a z drugiej strony wskazując na korzyść, jaką odniosą, nawet jeśli naśladowanie Jezusa będzie kosztować ich życie. Jezus stwierdza, że ci, którzy stracą doczesne życie ze względu na Niego, zyskają coś o wiele cenniejszego, a mianowicie życie wieczne.

Jednak nie znaczy to, że ci, którzy zrezygnują z naśladowania Jezusa, zachowają przynajmniej życie doczesne. Nie, Jezus wyraźnie mówi: „Kto stara się zachować życie swoje, straci je” (Mt 10,39). Dlaczego? Bo jak można zachować życie, odrzucając Jezusa, Syna Bożego, który jest Drogą, Prawdą i Życiem? Innymi słowy, jak można zachować życie, gdy opowiada się za kłamstwem i śmiercią? Wybór więc nie jest między życiem wiecznym a życiem doczesnym, lecz między życiem a śmiercią. Jako chrześcijanie musimy być gotowi na śmierć, choć nie koniecznie fizyczną – czasami może to być rezygnacja z kariery, zaszczytów, uznania, wygody, a to wszystko ze względu na Ewangelię o Królestwie Bożym. Jak widzimy na przykładzie uczniów Jezusa i ich pierwszych reakcji na mękę Pańską, nie jest to łatwe. Z drugiej strony, nic tak nie motywuje człowieka, jak nadzieja tego, co może zyskać w przyszłości przez rezygnację w teraźniejszości. A Chrystus tym, którzy podążą za Nim choćby na krzyż, obiecuje ni mniej ni więcej tylko życie wieczne, czyli Królestwo Boże.

To jednak nie wszystko, bo Jezus dodaje, że sąd nad narodami odbędzie się w oparciu o to, jak potraktują one uczniów Jezusa. „Kto was przyjmuje, mnie przyjmuje, a kto mnie przyjmuje, przyjmuje tego, który mnie posłał. Kto przyjmuje proroka jako proroka, otrzyma zapłatę proroka; a kto przyjmuje sprawiedliwego jako sprawiedliwego, otrzyma zapłatę sprawiedliwego. A ktokolwiek by napoił jednego z tych maluczkich tylko kubkiem zimnej wody jako ucznia, zaprawdę powiadam wam, nie straci zapłaty swojej” (Mt 10,40-42).

Tu z powrotem dochodzimy do 25. rozdziału Ew. Mateusza, gdzie Jezus stwierdza, że sąd nad narodami odbędzie się w oparciu o to, jak potraktowały one „jednego z najmniejszych braci” Jego (Mt 25,40 i 45). Coś podobnego Jezus powiedział już wcześniej, a mianowicie w rozdziale 10, gdzie Jezus wysłał dwunastu apostołów, by głosili Żydom: „Przybliżyło się Królestwo Niebios” (Mt 10,7). Następnie stwierdza, że ci, którzy przyjmą apostołów w godny sposób, otrzymają błogosławieństwo, lecz ci, którzy nie przyjmą ich i odrzucą ich zwiastowanie, na tych apostołowie mają strząsnąć proch z sandałów, co symbolizuje sąd i śmierć, jaka spotka tych, którzy pogardzą Ewangelią o Królestwie Niebieskim. Potem Jezus dodaje: „Zaprawdę powiadam wam: Lżej będzie w dzień sądu ziemi sodomskiej i gomorskiej niż temu miastu” (Mt 10,15). Zatem uczniowie Jezusa podążający Jego śladami mogą być pewni, że ich Pan i Zbawca dba o nich jak o własne ciało, że są jak źrenica Jego oka (por. Zach 2,12). Tak, Jezus posyła ich jak owce między wilki (por. Mt 10,16), lecz nie zostawia ich samych sobie, lecz obiecuje: „Oto jestem z wami po wszystkie dni aż do skończenia świata” (Mt 28,20).

Końcówka 25. rozdziału Ew. Mateusza nie mówi więc o Sądzie Ostatecznym, lecz o sądzie nad Jerozolimą, a także nad całym Izraelem, gdzie kryterium osądu miało być to, jak ludzie potraktowali nie tylko Jezusa, ale przede wszystkim Jego posłanników. Jerozolima odrzuciła nie tylko Jezusa, ale i apostołów, dlatego spadł na nią sąd gorszy od sądu, jaki dotknął Sodomę i Gomorę. Z kolei te miasta, które przyjęły posłańców Chrystusa, którzy przyjęli Ewangelię o Królestwie Bożym, otrzymali je.

Zniszczenie Jerozolimy wskazuje na co najmniej dwie ważne sprawy. Po pierwsze, jest ilustracją świętej wojny, czyli nie tylko sposobu, w jaki Bóg podbija świat, lecz także przykładem tego, jak my mamy zwiastować Ewangelię wszystkim narodom. Kiedy Mojżesz opisywał to, jak Izraelici mieli prowadzić wojnę, powiedział im, że najpierw mają posłać do obleganego miasta orędowników z propozycją pokoju. Odrzucenie propozycji pokoju oznaczało wojnę (por. 5Mj 20,10-13). Jezus najwyraźniej stosuje te same zasady – najpierw proponuje pokój, lecz staje do wojny przeciwko tym, którzy odrzucają tę propozycję, a zwłaszcza przeciwko tym, którzy podniosą rękę na Jego emisariuszy. Tę samą zasadę widzimy w opisie tego, jak Bóg traktuje niewiernych, których najpierw obdarza dobrymi darami, a więc dowodami Jego dobrej woli, zsyłając na nich deszcz, ogrzewając ich słońcem itp., itd. (por. Dz 14,17). Kiedy jednak ludzie z uporem „lekceważą bogactwo Jego dobroci i cierpliwości, i pobłażliwości, nie zważając na to, że dobroć Boża do upamiętania [ich] prowadzi” (Rz 2,4), wtedy któregoś dnia Bóg pozwala im skonsumować wszystkie owoce ich nieprawości. Myślę, że z tego powodu Jezus powiedział, by nie rzucać pereł między wieprze (por. Mt 7,6) oraz by uczniowie nie marnowali zbyt wiele czasu w miejscowościach, które są szczególnie oporne na Ewangelię.

Z drugiej strony, kiedy Jezus mówi uczniom o sądzie nad miastem, którego ulice spłyną nie tylko Jego krwią, ale i krwią Jego uczniów, nie ogranicza się do pouczenia uczniów, jaką taktykę ewangelizacyjną mają zastosować. Przede wszystkim chce ich zapewnić, będąc zwycięskim i sprawiedliwym Królem, jest także wiernym obrońcą swego ludu.
Avatar użytkownika
Aleksander
 
Posty: 1569
Dołączył(a): Cz sie 19, 2010 09:30
wyznanie: Luteranin
dyplomy: 3
  

Re: Pochwycenie Kościoła

Postprzez Agnes » Wt sty 10, 2012 22:27

Po przeczytaniu powyższego tekstu stwierdzam, że nie zgadzam się z tym "nowym trendem w biblistyce" i z taką interpretacją Mt 24.
Poza tym Biblia nie tylko opowiada "pewną historię zmierzającą do określnego celu". Biblia jest również - a nawet przede wszystkim - księgą ponadczasową, i to pod wieloma względami, także jeżeli chodzi o zasady etyczne, ale i prawdy antropologiczne.
Dlatego ja podpisuję się pod zdaniem biskupa Samca oraz wielu księży KEA (i nie tylko) interpretujących Mt 24 jako przemieszanie opisów dwóch końców.
Podobne przemieszanie znajdziemy też w ST, w Księdze Daniela.
Agnes
 
Posty: 556
Dołączył(a): Pn sie 22, 2011 20:06
Lokalizacja: Kraków
wyznanie: ewangelicko-augsburskie
dyplomy: 1
  

Re: Pochwycenie Kościoła

Postprzez Elżbieta » Wt sty 10, 2012 22:50

Pastorze, a czy jest coś w języku polskim na temat symboliki biblijnej ?
Avatar użytkownika
Elżbieta
Moderator
 
Posty: 3669
Obrazki: 46
Dołączył(a): N mar 21, 2010 00:27
Lokalizacja: Legnica
wyznanie: ewangelicko-augsburskie
  

Re: Pochwycenie Kościoła

Postprzez Agnes » Śr sty 11, 2012 19:54

Poniewaz jesteśmy konfesyjnym forum luterańskim zacytuję fragment książki "Pytania wiary. Mały katechizm Lutra w pytaniach i odpowiedziach" (ks. Alfred Jagucki):

"229. Kiedy będzie Sąd Ostateczny?

Dzień Sądu Ostatecznego nastąpi wraz z powtórnym przyjściem Chrystusa. Pan Jezus powiedział: "O tym dniu i godzinie nikt nie wie, ani aniołowie w niebie, ani Syn, tylko sam Ojciec" (Mt 24,36) Wskazał jedynie na znaki w przyrodzie i w historii, które poprzedzą jego powtórne przyjście
"Czuwajcie więc, bo nie wiecie, którego dnia Pan wasz przyjdzie. Dlatego i wy bądźcie gotowi, gdyz Syn Człowieczy przyjdzie o godzinie, której się nie domyślacie" (Mt 24, 42.44)"

Tyle "Pytania wiary"

Natomiast w podręczniku "Bibelkunde des Alten und Neuen Testaments" (zweiter Teil: Neues Testament), autorzy: Horst Dietrich Preuss , Klaus Berger, UTB, Heidelberg 1984
na s. 260 znalazłam dokładnie takie rozróżnienie, o którym wcześniej pisałam. Tzn. od Mt 24, 36 mamy mowę o końcu świata i powtórnym przyjściu Jezusa, natomiast wcześniejsze wersety dotyczą konca świątyni i upadku Jerozolimy.
Agnes
 
Posty: 556
Dołączył(a): Pn sie 22, 2011 20:06
Lokalizacja: Kraków
wyznanie: ewangelicko-augsburskie
dyplomy: 1
  

Re: Pochwycenie Kościoła

Postprzez Aleksander » Śr sty 11, 2012 21:07

Agnes napisał(a):Po przeczytaniu powyższego tekstu stwierdzam, że nie zgadzam się z tym "nowym trendem w biblistyce" i z taką interpretacją Mt 24.
Poza tym Biblia nie tylko opowiada "pewną historię zmierzającą do określnego celu". Biblia jest również - a nawet przede wszystkim - księgą ponadczasową, i to pod wieloma względami, także jeżeli chodzi o zasady etyczne, ale i prawdy antropologiczne.
Dlatego ja podpisuję się pod zdaniem biskupa Samca oraz wielu księży KEA (i nie tylko) interpretujących Mt 24 jako przemieszanie opisów dwóch końców.
Podobne przemieszanie znajdziemy też w ST, w Księdze Daniela.

Rozumiem. Sam też tak wierzyłem studiując jeszcze w seminarium, jedank z czasem coraz trudniej było mi obronić owe "przemieszanie" ze względu na brak jasnych stwierdzeń Pana Jezsua, że On to miesza. Moim zdaniem brak ich w tekscie.
Mówiąc zaś nowych o trendach w biblistyce chciałbym być dobrze zrozmianym. Na czym polega nowość. W seminarium uczy się różnych działów teologii: systematycznej teologii, biblijnej teologii (w srócie biblistyka), historycznej, teologii Kościoła i itd. Wszystkie one z różnej perspektywy patrzą na Pismo. Noweczesna biblistyka w wiekszości jest liberalna, albo kwazi liberalna. Stało się tak po Reformacji. Reformatorzy "wprowadzili nowy rodzaj hermeneutyki (metody studiowania Pisma): gramatyczno-historyczną, poprawcie mnie proszę jeśli się mylę. Czyli uważnie przyglądano się gramatyce tekstu oraz posiłkowano się wiedzą historyczną czasów biblijnych. Taką wiedze czerpano z tradycji kościoła, ojców kościoła oraz dokumentów historycznych. Co raz wiecej znajdywano różnych manuskryptów historycznych, zarazem co raz wiecej odkrywano form, struktur i różnic w samym tekście. Teologowie liberalni znajdywali więcej różniących się stylem, językiem i strukturą tekstó w tej samej księdze, co ich zdaniem jasno wskazywało, na innego autora. Bez problemów nazywali taki teskt deutorokanonicznym albo coś w tym rodzaju. W zasadzie w naszych czasach nie ma księgi w Pismie której całość i jedność nie była by zanegowana. W istocie doprowadziło to do "pokrojenia" na kawałki. Mamy proroka Izajasza, deutero Izajasza, proto Izajasza, "post Izajasza" i Itd. Mało kto zaś zajmuje się tym jak poukladać to wszystko do całości. Jak połączyć teskty w jedą całość. Dowody historyczne przyniosły nowe wezwania. To nie są moje wąpliwości, proszę mnie dobrze zrozumieć, należe do tych "dobrych" :D Nie obwiniam reformatorów!!! Mnie uczono w seminarium własnie takiej bibliistyki - wątpliwość prawie we wszystko. W takiej sytuacji większą rolę odgrywała teologia systematyczna. Problem z nią taki, że nie zajmuje się ona kontekstem, lecz bardziej wyrwanymi urywkami. Zarazem w duzej mierze opiera się na filozoficznych rozważaniach utrzymywanych w "ryzach" tradycji Kościoła. Jednak to dzięki teologii systematycznej wciaż mamy konserwatyne kościoły, poprawcie mnie jeśli się mylę. Zatem na czym może polegać problem hermeneutyki poreformacyjnej? Pokażę to na przykładzie księgi Habakuka 1:9 "...ich (chaldejczyków) twarze są zwrócone na wschód". Dla teologów liberalnych jest to kolejny przykład błędów w Piśmie, bowiem nie mozliwym jest (na to wskazuja wszystkie źródła historyczne), aby chaldejczycy zaatakowali Judę z zachodu, bowiem skierowani byli na wschod zgodnie z tekstem. Konserwatywni zaś próbują jakoś to wytłymaczyć, ale zazwyczaj na pewnym negowaniu odkryć liberałów. Właśnie w takiej sytuacji i wielu innych przychodzi "nowa" biblistyka traktująca narację bibliną jako jedną całość. Jest to stwierdzenie symboliczne, nie ogólnie symboliczne, tylko wynikajace z języka biblijnego. Kiedyś już to tłumaczyłem. Bóg wygnał Adama na wschód od Ogrodu Eden, ztem udanie się na wschód, skierowanie się na wschód oznacza oddalenie się od Boga. Wrócić na zachód oznacza powrócić do Boga. Dlatego Świątynia stała w taki sposób aby szło się na zachód. Był to skórt proroka Habakuka mówiący żydom, że chaldejczycy są pogonami, skierowanymi na pogańswo, a gdy najadą na Judę to nie w tym celu, aby się nawrócić. Z drugiej strony wiele fragmentów tłumaczono za pomocą historii światowej. Np. nie musimy juz tego robić, bowiem w tamtych czasach była taka kultura, tradycja, mentalność. Do tej pory więcej kladziono jest nacisk na zrozumienie mentalności ówczesnych czasów niż prześledzenie naracji/historii biblijnej. Zatem nie jest ona "nową" w sensie liberalnej. Nowa bibliistyka jest przeciwniczką liberalnej. Jak już pisałem, leberałowie rozkladają Pismo na małe kawałeczki i zaprzeczją jej jako całości. Nowa bibliistyka wychodzi z całkiem innejperspektywy. Uważnie przyjmuje formy, schematy, struktyry i łączy je w jedną Narrację/Historię Zbawienia. Tak jest ona nową w stosunku do reformatorów, nie w tym sensie, że ich neguje lub krytykuje, lecz uzupełnia, dając tym samym głębszy wgląd w zamysł Boży objawiony nam na kartach Pisma Świetego.
Nie rozumiem natomiast w jaki sposób Narracja/Historia biblijna jako jedna całość, opowiadana za pomocą różnych śródków, struktur językowych, miała by przeczeć ponadczasowości, zasadom etycznym lub prawdom antropologicznym? Jeśli już to je koryguje, ale nie zaprzecza. Tak z perspektywy Narracji biblijnej pewne opowieści biblijne zaczynąją zmieniać nasza etykę, ale to jest normalność. Moze przykład do wyjaśnienia. W IX-XX ww w kościołach protestańskich kładziono nacisk na absolutyzacje mówienia prawdy, każde kłamstwo, czyli mówienie nie zgodne z faktami, jest grzechem. Za przykład przedstwiano historię Abrahama, Jakuba, których nazwano kłamcami. Z powodu ich kłamstw prowadzili tak ciężki życie. Historia często powtarzana za Emanuelem Kantem o jego ojcu. "Jego ojce farmer udał się na bazar sprzedać owoce pracy. Wracając zaatakowali go bandyci i zabrali mu wszystko, a na koniec zapytali czy czegoś jeszcze nie ukrył. Ojciec odpowiedział, że nie. Puścili go wolnym. Po jakimś czasie przypomniał sobie o tym, że wszył sobie część pieniędzy do kurtki. Jako chrześcijanin uznał, że skłamał. POstanowił zatem wrócić do bandytów i powiedzieć, że skłamał. Tak uczynił. Oczywiście zabrali mu wszystko." Podobne historię znamy z II Wojny Światowej. Rodzina ukrywała żydów. Przyszli niemcy zapytali, czy ukrywają, ci zaś uznali, ze są chrześcijanami i nie mogą kłamać więc wzieli i wydali. Teraz, Narracja biblijna nigdzie nie osądza Abrahama czy Jakuba, jako kłamców, wręcz odwrotnie są oni bohaterami wiary i prawdziwymi bojownikami wiary. Abraham uratował całą rodzinę, będąc mądrym mężem. Jakub uratował ojca Izaaka od grzechu. W zasadzie to jego matka wpadła na pomysł jak uratować męża przed grzechem. Izaak bowiem wiedział od samego początku kto ma zostać "pierworodnym", nie był to Ezaw. Jakub już wcześniej dawał możliwość Ezawowi ulżyć ojcu, wymieniając pierworódctwo na jedzenie. Potem zaś Jakub musiał płacić za nierozumne postępowanie ojca do końca życia. Rachab uratowała życie wywiadowcóm żydowskim i tym samym została uznana za sprawiedliwą. Narracja pomaga ustwić opowiadania biblijne w we właściwym kontekscie, a to z kolei buduje właściwą etykę. A nie naiwną, abstrakcyjną, a czasami wręcz niebezpieczną.
Avatar użytkownika
Aleksander
 
Posty: 1569
Dołączył(a): Cz sie 19, 2010 09:30
wyznanie: Luteranin
dyplomy: 3
  

Re: Pochwycenie Kościoła

Postprzez Aleksander » Śr sty 11, 2012 21:27

Elżbieta napisał(a):Pastorze, a czy jest coś w języku polskim na temat symboliki biblijnej ?

Niestety nie wiele. Wszystko co można znaleźć do tej pory, to są ojcowie Kościoła. Jednak z nimi jest ten "mały problem", że widzieli oni symbolikę w Piśmie. Jednak do jej interpretacji stosowali nie tylę narrację biblijną ile allegorycznie przenosili do własnej , ówczesnej rzeczywistości. Przeszkadzało im własne greckie wykrztałcenie :) , oraz brak rozwiniętej hermeneutyki. Na to potrzebny jest czas. Można znaleźć trochę artykułów, tłumaczonych z języka angielskiego, na www.reformacjawpolsce.pl Jest teraz w trakcie przygotowywania ksiażka rev.dr Peter'a Leithart'a "Dom dla mojego imienia", ale ukaże się pewnie w następnym roku. Przerobiałem ją na lekcja biblijnych w Legnicy. Jest ona w formie podręcznika. Za dwa lata natomiast może już ukaże się coś naprawdę wielkiego, książka dr James'a Jordan'a "Through new eyes", omawiająca bardzo szczegółowo i systematycznie symbolikę. Na razie jest w procesie tłumaczenia. Zastanawiając się nad tym dziś wpadłem na pomysł. Jeśli są zainteresowani, to można by urządzić kurs/studium przez online. Mam trochę przegotowanych materiałów. Kurs składa się, chyba, z 6 lekcji. Nazywa się "Skały, Gwiazdy i Dinazaury". Omawia Pierwsze Stworzenie i pokazuje jak ten symbolizm rozwija się w reszcie Pisma. Częściowo go przygotowałem jeszcze w Polsce na potrzeby katechezy. Część pracy wykona każdy w domu, a a potem można by znaleźć sposób na omówienie tego materiału: czat albo natatki online/mailem. Co wy na to? I co na to ojciec dyrektor. Pomysł jest świeży. Jak będzie brak chętnych tak samo szybko umrze jak powstał :D
Avatar użytkownika
Aleksander
 
Posty: 1569
Dołączył(a): Cz sie 19, 2010 09:30
wyznanie: Luteranin
dyplomy: 3
  

Poprzednia stronaNastępna strona

Powrót do Biblia

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 1 gość