Używamy informacji zapisanych za pomocą plików cookies w celu zapewnienia Wam maksymalnej wygody przy korzystaniu z naszej strony. Korzystają z nich również firmy reklamowe. Jeżeli wyrażasz zgodę na zapisywanie informacji zawartych w cookies kliknij "Akceptuj", w przeciwnym wypadku wyłącz ciasteczka dla tej witryny w ustawieniach swojej przeglądarki. Akceptuj

POLSKI SARMATA NA LUTERAŃSKIM NABOŻEŃSTWIE W XVII W.

POLSKI SARMATA NA LUTERAŃSKIM NABOŻEŃSTWIE W XVII W.

Postprzez Martin76 » Wt gru 22, 2015 11:09

Ostatnio słucham jeszcze raz audiobooka z wybranymi fragmentami pamiętników Jana Chryzostoma Paska. Nie wiem czy ktoś z szanownych forumowiczów przebrnął kiedykolwiek przez całą lekturę - ja nigdy. Również słuchając, nie jest łatwo wskutek licznych wtrąceń łacińskich. Jest tam przynajmniej jeden fragment, który mówi coś o lokalnej formie pobożności luterańskiej sprzed ponad trzech wieków. Trochę ciekawostka, a trochę ku uciesze wśród różnych poważnych wątków teologicznych na FK :wink: : " Kościoły tam bardzo piękne, które przedtem bywały katolickie, nabożeństwo też piękniejsze, niżeli u naszych polskich kalwinistów, bo są ołtarze, obrazy po kościołach. Bywaliśmy na kazaniach, gdyż umyślnie dla nas gotowali się po łacinie
i zapraszali na swoje predykty — bo to tam tak zowią kazanie — i tak kazali circumspecte (oględnie), żeby najmniejszego słowa nie wymówić contra fidem (przeciwko wierze), rzekłby kto, że to rzymski ksiądz każe; i tym gloriabantur (chwalili się), mówiąc to, że „my w to wierzemy, co i wy, daremnie nas nazywacie odszczepieńcami”. Ale po staremu ksiądz Piekarski łajał o to, cośmy tam bywali; drugi bardziej dlatego bywał, żeby widzieć piękne panny i ich obyczaje. Jest takie ich nabożeństwo, co Niemcy oczy zasłaniają kapeluszami, a białogłowy tymi swemi kwefami i schyliwszy się, włożą głowy pod ławki, to im wtenczas nasi chłopcy najbardziej książki kradli, chustki etc. Postrzegł raz minister i okrutnie się śmiał tak,
że kazania przed śmiechem nie mógł skończyć. I my także, cośmy na to patrzali, musieliśmy się śmiać. Stupebant (dziwili się) luterani, że się śmiejemy i kaznodzieja się z nami śmieje. Przytoczył potem przykład o owym żołnierzu, który prosił eremity, żeby się za niego modlił; klęknął eremita na modlitwę, a on mu tymczasem porwał baranka, co za nim tłomoczek nosił, i uciekł. Przy dokończeniu tego przykładu exclamavit (wykrzyknął): O devotionem supra devotiones! alter orat, alter furatur (O pobożność nad pobożności, jeden się modli, drugi kradnie). Od tego czasu, kiedy już miały pokryć głowy, to pochowały wprzód książki i chustki, a po staremu i to nie było bez śmiechu, jedna na drugą spojrzawszy. Kiedym z nimi dyszkurował, na jaką pamiątkę głowy kryją i oczy zasłaniają, ponieważ tak nie czynił Pan Chrystus ani apostołowie, żaden nie umiał odpowiedzieć; jeden tylko tak powiedział, że na tę pamiątkę, że Żydzi zasłaniali Panu Chrystusowi [oczy]
i kazali mu prorokować. Ja im na to odpowiedział: „Chcecie li w tym należycie wyrazić recordationem passionis Domini (pamiątkę męki Pańskiej), to was przy tym zasłonieniu trzeba w kark pięścią bić, bo tam tak czyniono”; aleć na to zgody nie było. Prędko o tym nabożeństwie wiedział kurfistrz brandoburski i, kiedy u niego był starosta kaniowski, rzecze: „Dla Boga, przestrzeż WPan JMość pana Wojewodę ode mnie, żeby zakazał panom Polakom w kościele bywać, bo się ich pewnie siła ponawraca na wiarę luterańską, gdyż, jako słyszę, tak się gorąco modlą, aż chustki pannom duńskim ta gorącość pożera”. Wojewoda się srodze śmiał z tej przestrogi".
Martin76
 
Posty: 27
Dołączył(a): Śr wrz 30, 2015 13:05
wyznanie: rzymskokatolickie
  

Powrót do Nasza historia i tożsamość

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 2 gości